Historia o Człowieku z Laptopem

Historia jaką tutaj przytoczę nie jest niestety jakaś szczególnie wyjątkowa. Użytkownicy urządzeń przenośnych będą dość wdzięcznym tematem w tym dziale i pewnie nieraz ktoś coś jeszcze o nich opowie. Choć te morskie opowieści bezpośrednio nie będą związane z techniczną stroną usług opartych o VPS pozwalają jednak przybliżyć alternatywę jaką jest praca zdalna i VPS oraz korzyści z nich wynikające.

Mam nadzieję, że bohater opowieści zasłyszanej w zaprzyjaźnionym gronie nie ma nic przeciw tej publikacji, wszak cel jest szczytny.

Razu pewnego, mając na uwadze niespodziewany długi weekend, nasz bohater, nazwijmy go umownie Administrator, postanowił wyjechać w miejsce odległe, surowe, nie skażone cywilizacją (acz w zasięgu Internetu). Tam wraz ze swoją przyszłą towarzyszką życia kosztować miał kilku dni leniwej, bezstresowej egzystencji, o którą, zresztą już ładnych kilka miesięcy, przyszła towarzyszka życia wierciła wielodziurę w brzuchu naszego Administratora.
Podróż zapowiadała się wygodnie acz ze zmianą środków lokomocji, więc właściwie bagaż w postaci laptopa (tak w razie, gdyby lenistwo okazało się niezbyt pasjonujące) postanowił uzupełnić o kilka podręcznych drobiazgów. Bilet, portfel i w drogę. Wszystko bez najmniejszych problemów, dzień pogodny, tłoku żadnego, miejsca w przedziale i w ogóle pełny komfort – nic nie zapowiadało zbliżającej się burzy, sztormu wręcz huraganu i piekła zarazem.
Administrator pędził zatem naszymi śmigłymi kolejami w kierunku miasta i dworca, na który już zmierzała towarzyszka życia naszego Admina. Jeszcze tylko mozół wtaczających się na peron wagonów złagodzony nieco machającą z radosnym zniecierpliwieniem, w kierunku okna, przez które wyglądał, Towarzyszką Adminową przyszłą.
Przemknął zgrabnie do wyjścia, zawadiacko zeskoczył na peron i bieży w kierunku Zniecierpliwionej, ta wskakuje wręcz w jego rozpostarte ramiona, i obrót, piruet tak jak w kinie, Casablanca normalnie, ależ oni się… a w ogóle to żyli długo i szczęśliwie… jakiś czas…

Ten czas zamarł mniej więcej pod koniec piruetu, kiedy to unosząc w ramionach Wybrankę, Administrator nasz odprowadził wzrokiem ostatni, zmierzający w okrutną siną dal, wagon pociągu, którym wcześniej tak miło podróżował. Ściśnięte gardło, zimny pot, ogólne odrętwienie i organiczna wręcz potrzeba wydania z siebie wściekłego ryku nie była niestety zasługą Towarzyszki naszego bohatera a docierającego do jego świadomości niewinnego pytania: Co z moim laptopem?

Tutaj niestety muszę przerwać, ponieważ sceny jakie potem nastąpiły są tak drastyczne, że nie nadają się na publikację nawet w polskim Internecie. W zamian przytoczę raport zawartości laptopa.

Zawartość laptopa:
- program księgowy (przecież lepiej przeglądać dane przed telewizorkiem) wraz z plikami archiwalnymi
- oprogramowanie narzędziowe
- skonfigurowane dwie przeglądarki (w trybie przenośnym), z zapisanymi połączeniami do używanych stron www
- klienta ftp wraz z zapisanymi połączeniami do serwerów i używanych kont ftp
- program pocztowy wraz z historią korespondencji z dwóch ostatnich lat
- na pulpicie plik klawiatura.txt z zapisanymi hasłami do różnych ważnych miejsc (żeby były pod ręką a wiadomo, że hasła trzyma się pod klawiaturą)
- skonfigurowane połączenia vpn z zasobami firmowymi
- dostęp do crma z bieżącą bazą kontaktów, umów w toku
- kopie zawartych z klientami umów
- i całkowicie w celach naukowych pobrany z sieci film o zachowaniach pewnej studentki podczas sesji egzaminacyjnej
- o prywatnych, rodzinny dokumentach nawet nie wspominam
- a laptop drogi, oj drogi jaki drogi

Z każdą chwilą rósł licznik zdarzeń i krachów jakie mogły nastąpić jeśli tylko niepowołane ręce otrzymają zaginionego w akcji laptopa. W stanie przypominającym delirium i tremens poszukiwał jakiejkolwiek brzytwy ratunku, popędzany wizją wielogodzinnej sesji z systemami i walki o ponowną konfigurację, przywracanie odciętych dostępów, zmiany konfiguracji aplikacji i tak dalej i tak dalej.
Można pomyśleć, że już dość nieszczęściom i czas goić rany ale wiadomo, że jedno to zawsze mało. Jak to w życiu bywa, kto szuka ten znajduje, więc i nasz bohater, właściwie jego cień, swoją brzytwę znalazł. Zaklinając cały świat i przyszłe dni, całkowicie bezbronny skierował swoje spojrzenie na Towarzyszkę życia z nadzieją na małe, maleńkie światełko w tunelu. Niestety. Najpierw przepaliła się żarówka a chwile potem ktoś roztrzaskał lampę o ściany tunelu.

- A ja się już w ogóle nie liczę? – usłyszał, i dalej, że jest na ostatnim miejscu, i ileż można pracować, i kiedy wreszcie zacznie poważnie traktować ich związek, no i czy ją kocha, i że nie ma ona sił… i bardzo dobrze, że jest spakowana bo wyprowadza się do mamusi!
(to, że nie mieszkali razem i jeszcze w osobnych miastach nie było jak się okazuje problemem)

A jak mogło być inaczej, gdyby sprawa dotyczyła człowieka z VPS, Serwerem Firmowym.

Wszystko byłoby tak samo. Tak samo pociąg by przyjechał i odjechał a nasz bohater został i laptop pojechał. Tylko w krytycznym momencie, kiedy nasz bohater odprowadzałby wzrokiem ostatni wagon pociągu żadnych potów zimnych by nie było a świat jego w posadach nie zadrżał.

Spojrzałby w oczy swej lubej, powiedział: wiesz kochanie, zostawiłem laptopa w pociągu… a na jej nieme w oczach pytanie dodał: nic, naprawdę nic nie oderwie mnie od tego cudu, jaki mam teraz w ramionach… i częstując ją “Hollywood” pocałunkiem zerknął lekko w tle na telefon, na którym smsem wystukałby zlecenie zmiany hasła dostępowego do serwera VPS… tak dla spokojności.

Uzupełniając dodam info o zawartości takiego laptopa:
- laptop z wyprzedaży, najtańszy jaki udało się znaleźć, aby system ruszył
- system z połączeniem do VPS, bez zapisanego hasła – jest jedno, więc można zapamiętać
- nic więcej, null, straty również null.

Comments are closed.